MALOWNICZE, MARZEC, TERAZ
Wiosna w tym roku nie różniła się niczym od poprzednich. Tak samo jak w ubiegłych latach nadeszła najpierw cicho, nieśmiało zaznaczając swą obecność cieplejszymi promieniami słońca i pękającą na kałużach lodową siateczką. Szczerze mówiąc, Madeleine prawdopodobnie w ogóle nie zwróciłaby uwagi na te zmiany, gdyby nie Marcysia.
− Ciociu, widziałaś? Kałuże mają zmarszczki! – zawołała, wpadając do domu i siłą wyciągając opierającą się Magdę na podwórko. – Sama zobacz!
− Aha – przytaknęła Madeleine i z trudem stłumiła ziewanie. – Po prostu lód pęka – dodała i na widok rozczarowania na twarzy dziewczynki od razu poczuła wyrzuty sumienia. – To znaczy pęka, bo hmmm… Wiosna przyszła i teraz musi zaprowadzić swoje porządki…
− Wiesz co, córko, nie poznaję cię – usłyszała za sobą głos swojej mamy. – Dziecko ci tu poetycko o zmarszczkach na kałużach, a ty co na to? Przyziemnie: lód pęka?
− No bo pęka, bo wiosna…
− Pani Wiosna po prostu ma teraz masę pracy – litościwie przerwała jej mama. – Lód na kałużach musi rozbić, zimę przegonić…