− Ooo, ciociu, to chodźmy na spacer! Ja i Franek pomożemy wiośnie! – radośnie zawołała Marcysia, tłukąc w kałużę kijem. – Zobacz, jak mi to pięknie wychodzi!
− Rzeczywiście, ślicznie – rzuciła Magda nieuważnie, cały czas myśląc o tym, co zostawiła w domu.
Plik dokumentów, faktur i zamówień, nad którymi ślęczała od kilku godzin, zmniejszył się minimalnie. I przez to pierwsze symptomy wiosny jakby traciły na atrakcyjności.
− To co, idziemy? – Marcysia wbiła w nią ufne, pełne oczekiwania spojrzenie.
− Kochanie, ale teraz…
− Właśnie teraz – przerwała jej mama. – Weź dzieciaki i przewietrz głowę – zadysponowała. – Ty przecież w ogóle ostatnio nie bywasz na powietrzu, a zobacz, jakie ładne słońce wyszło. Skoro nie siedzisz w księgarni, wykorzystaj to!
− Mamo, w księgarni został Michał specjalnie po to, bym mogła nadrobić papierkową robotę. Zamówienia, plan…