Madeleine doskonale wiedziała, iż zanim ona się ubierze, chłopiec będzie już czekał na podwórku opatulony troskliwie przez swoją ukochaną i niezawodną, a przede wszystkim mądrą babcię.
Później idąc z dzieciakami i przyglądając się, jak beztrosko biegają od kałuży do kałuży, jak do niej zagadują i jak bardzo są szczęśliwe, pomyślała, że coś ewidentnie wymyka się jej spod kontroli. Mama powiedziała głośno to, czego ona sama starała się nie dopuścić do świadomości. Księgarnia, zamówienia, Michał, który niby się oświadczył, ale wciąż mieszkał w tej, pożal się Boże, chatce na kurzej nóżce…
Nie tak to wszystko sobie wyobrażałam i planowałam – pomyślała i od razu szeroko się uśmiechnęła.
− No tak, plan to coś, co potem… – mruknęła pod nosem.
Trzeba będzie coś z tym zrobić – postanowiła. – Ale później. W tej chwili po prostu będę się cieszyć spacerem i dzieciakami. A potem… Potem się zobaczy.