− No właśnie, jak ty to robiłaś, że godziłaś ze sobą i pracę, i dom, i wychowywanie trójki dzieci? Przecież zawsze wszystko było na czas, posprzątane, ugotowane i nie miałaś problemu, by wygospodarować chwilę na zabawę z nami.
− Ho, ho, ho! Musisz być w niezłym dołku, skoro tak mnie idealizujesz – kpiąco mruknęła mama. – Na pewno się tyle nad wszystkim nie zastanawiałam. Trzeba coś było zrobić, to po prostu to robiłam. Wy jesteście pokoleniem myślącym. Gdy się z wami rozmawia, w kółko się słyszy: „Myślałem o tym, myślałem o tamtym”. I niewiele z tego wynika, bo zazwyczaj na myśleniu się kończy – dodała i znacząco popatrzyła na Magdę.
− Mamo, o co chodzi? Chcesz mi dać do zrozumienia, że wyrosłam na myśliciela nieudacznika?
− Nie. Chcę ci powiedzieć, że zbyt długie zastanawianie się nie jest wcale dobre. Szczególnie w pewnych kwestiach. I niekoniecznie chodzi mi tutaj wyłącznie o ciebie. Zresztą to nie jest najlepszy moment na taką rozmowę. – Sugestywnie wskazała głową na Marcysię. – Pogadamy kiedy indziej, a teraz idź na ten spacer. Tylko ubierz się ciepło, bo to pierwsze słońce jest bardzo zwodnicze – powiedziała i weszła do domu, nawołując Franka.