1
Warszawa, 1962
Mglisty i deszczowy poranek zapowiadał paskudny dzień. Aura zdawała się dopasowywać do uczuć, które targały duszą Beaty Liwarowskiej. Za kilka godzin miała odprowadzić w ostatnią drogę swoją najlepszą przyjaciółkę, Agnieszkę. Wiedziała, że dopiero wówczas, gdy zobaczy w kościele jej trumnę, dotrze do niej, że już nigdy więcej z nią nie porozmawia, nie przytuli się i nie wybuchnie płaczem, gdy będzie jej źle i smutno.
Siedziała na miękkim stołku i wgapiała się w lustro, od czasu do czasu przeczesując włosy grzebieniem. Nie zamierzała tego dnia się malować, co czyniła prawie zawsze, wychodząc z domu. Wiedziała, że będzie płakać i nie chciała wyglądać jak arlekin. A może nadszedł moment, gdy w końcu pokaże prawdziwą twarz? Nie chciała już ukrywać się pod pudrową maską, by nikt nie odgadł, jak wiele przeszła, by pogodzić się z pewnymi faktami i losem, który nigdy nie był dla niej łaskawy.
Przyjechała z Wrocławia do Warszawy poprzedniego dnia. Często bywała w stolicy i z dumą patrzyła, jak szybko miasto podnosiło się z ruin. Tutaj mieszkali wszyscy, których kochała. A teraz przybyła, by pożegnać Agnieszkę, która stanowiła ważną część jej trudnego życia.