Karolina zeszła ze schodów, opatulona w niebieski szlafrok frotté i z turbanem z ręcznika na głowie.
– Aleks?
Odczytał jej pytanie z ruchu warg i pokręcił głową. Odwrócił się do drzwi tarasowych i wpatrywał w ogród, dokładnie w to miejsce, gdzie jeszcze niedawno zostawił brata samego, w melancholijnym nastroju, z butelką piwa w ręce i bosymi stopami.
Pogadał z ojcem o planach na ostatni weekend wakacji. Potem, najpierw z oddali, a chwilę później już z bliska, usłyszał matkę. Musiała zabrać mężowi aparat i zapytała, czy ma przygotować na niedzielę pierogi z mięsem. Oczywiście „dla wnusiów”. Nie było sensu pytać dzieciaków, bo oboje uwielbiali legendarny przysmak babci Krysi.
– A Aleks z Aliną są jeszcze u was? Bo nie mogę się do niego dodzwonić. Może im też zrobię tych pierogów, co? Jak myślisz? – spytała matka.
– Nie, nie ma go tutaj. – Piotr zerknął w stronę nierdzewnego grilla.