Najsłabsze ogniwo
Robert Małecki — Literatura

Karolina spała mocno, ale mimo to opuścił sypialnię na palcach, cicho zamykając za sobą drzwi. Zszedł na parter z zamiarem skorzystania z toalety i uruchomienia ekspresu do kawy, ale odpuścił, gdy tylko podeszwy jego stóp zetknęły się z chłodnymi panelami. Wzdrygnął się, bo poczuł rześki powiew poranka. Drzwi tarasowe były uchylone, pościel na łóżku nietknięta.

– Aleks? – rzucił, ale nikt mu nie odpowiedział.

Po czternastej, kiedy Borys, obrażony na cały świat, dłubał widelcem w wystudzonej zapiekance makaronowej z kurczakiem, rozdzwonił się telefon. Piotr zostawił go na stoliku kawowym w pobliżu telewizora, gdzie najedzona Nadia oglądała Pingwiny z Madagaskaru.

– Kowalski, opcje! – ryknął Skipper.

– Nadia, przycisz to. – Piotr sięgnął po aparat. Dzwonił jego ojciec.

– Oj, tato – jęknęła.

– Przycisz, proszę.

Odszukała pilot wciśnięty między oparcie a siedzisko kanapy i niechętnie spełniła jego prośbę.

Chciał w podziękowaniu pogłaskać ją po głowie, ale naburmuszona zrobiła unik.

– Cześć, tato – odezwał się wreszcie, chociaż wolałby, żeby zadzwonił Aleks. Wielokrotnie próbował się z nim skontaktować, ale bez rezultatu.

– Cześć, Piotrek, jak żyjecie? – przywitał się senior.