Najsłabsze ogniwo
Robert Małecki — Literatura

– To dopiero muzyka! – krzyknął i potrząsnął z radości głową. Krótkie sprężynki blond włosów żwawo zatańczyły na jego czole.

– A gdzie masz Alinę? – Piotr odebrał piwa, sapiąc z wysiłku. Chłód rozgościł się w jego żołądku.

– Będzie więcej dla nas, bratku, co nie? – Aleks mrugnął do niego, przybił żółwia, po czym cmoknął Karolinę w policzek. – Cześć, mój ty rudzielcu przecudnej urody! – Przyjrzał się jej z uwagą i ostentacyjnie zakrył sobie oczy. – Wstydź się! W tym stroju wzbudzisz tylko gniew i zazdrość bogiń! Masz jeszcze czas, żeby się przebrać, bo inaczej biada nam! Zginiemy marnie. – Pogroził jej palcem.

Karolina uniosła oczy ku niebu, chociaż komplement jej się spodobał. Warot widział to w jej oczach.

– W przeciwieństwie do ciebie – zażartowała, lustrując brata męża z góry na dół.

– Kobito, co ci nie leży w mojej stylówce? Ikona mody i stylu, mister elegancji. – Rozłożył ramiona, jakby chciał się zaprezentować w pełnej krasie, ale nie zdążył, bo z ogrodu na tyłach domu wyłonił się trzynastoletni syn Karoliny i Piotra, Borys. Odgarnął z czoła ciemne strąki włosów.

– Wujek! – krzyknął radośnie i kopnął piłkę przed siebie.