Dama wstała z ławki i śmiało spojrzała Hani w oczy. Kącik wyszminkowanych ust uniosła w delikatnym uśmiechu.
– Witaj, Haniu – rzekła po niemiecku, wyciągając dłoń w skórzanej rękawiczce. Na jej gładkiej, wypielęgnowanej twarzy nie było ani jednej zmarszczki, a zielone oczy, mimo że straciły dawny dziewczęcy blask, wciąż spoglądały bystro i magnetyzująco.
– Nina! – Bibliotekarka zachwiała się lekko, jakby w panice, i zrobiła dwa kroki w tył, ale niemiecka hrabianka Nina von Richter złapała ją pewnie za ramię i mocno przytrzymała.
– Wiem, że jesteś zaskoczona… I masz do tego prawo.
Hania wyrwała ramię z uścisku kobiety.
– Co tu robisz?! Jak mnie tu znalazłaś?! – wyrzuciła z siebie po niemiecku, pamiętając, że Nina nie zna polskiego.
– Wszystko ci wyjaśnię, ale najpierw pójdźmy w jakieś bezpieczniejsze miejsce – to powiedziawszy, Nina von Richter popatrzyła znacząco na woźnego, który wyłonił się z głównej sali i teraz stał nieco przygarbiony w pewnym oddaleniu, przyglądając się obu kobietom z plotkarską ciekawością.