Hania Wolińska stała na środku chodnika i patrzyła za odjeżdżającym mercedesem. Jakaś uśpiona jej cząstka przypomniała sobie świat, który na krótko stał się również jej udziałem. To było w innym życiu, w innych czasach. Te odległe wspomnienia teraz zdawały się być jak nierzeczywisty sen. Kiedyś była naiwną, szaleńczo zakochaną panną, wierzącą, że sen Kopciuszka może się spełnić. Nie brała pod uwagę wojny i tego, co miało wydarzyć się później…
Pogrążona w myślach nie zauważyła, że podszedł do niej woźny. Starszy mężczyzna był mocno zgarbiony, pokonany przez nieznośny ból, który towarzyszył mu każdego dnia jako pamiątka po odbitych w Auschwitz nerkach. Dłonie drżały mu mocno, kiedy podawał Hani klucze od biblioteki.
– To jakaś bogata persona – zauważył pogardliwym tonem, również rzuciwszy okiem za odjeżdżającym samochodem.
– Dawna znajoma. Przyjechała do Warszawy i z uprzejmości postanowiła mnie odwiedzić.
Woźny wzruszył ramionami.
– Ech, dawne czasy… Lepiej o nich zapomnieć. Do zobaczenia jutro, Haneczko.
– Do widzenia, panie Witku.