Ponieważ kot mówił wyłącznie to, co myślał, czym mógł spowodować kłopoty, skończył w klasztorze zamkniętym.
Viola pracowała w redakcji radiowej i postanowiła stworzyć z opowiadania Martwy kot słuchowisko. Tekst miał trochę obrazoburczych – jak na tamtą epokę – fragmentów, nie chciała ich więc sama skracać, postanowiła zrobić to razem z autorem. Pojechała do niego do Zbraslavii pod Pragą, gdzie trzydziestosześcioletni Pavel Buksa mieszkał przy rynku wśród ukochanych antyków, które skupował od handlarzy. „I już tam zostałam – wyznała.
– Panienko, ma panienka kogoś? – spytał Pavel następnego dnia.
– A co?
– Ja bym sobie panienkę zostawił...
Co więcej – po siedmiu miesiącach wspólnego życia i trzech tygodniach sowieckiej okupacji razem uciekliśmy do Szwajcarii”.