Nie ma
Mariusz Szczygieł — Literatura faktu

Znaczenie opowiadań Karela Michala odczytywano na początku lat sześćdziesiątych w mig. Czytelnicy wysysali wszystkie skojarzenia jak głodny pies szpik z kości. Ogałacali z niedomówień. (Co do nieżywego kota: w totalitaryzmie nawet martwi są niebezpieczni i muszą zostać uciszeni). W latach 1961-1967 roku Straszydła na co dzień wydano cztery razy, łącznie sto tysięcy egzemplarzy – w niedużej Czechosłowacji był to nakład gigantyczny. Co możemy wyczytać z nich dzisiaj? To, co z Przygód dobrego wojaka Szwejka, powieści, która w swoich czasach była tylko „wulgarnym zbiorem anegdot”, ale przeobraziła się w dzieło filozoficzne, choć przecież nie zmieniono w niej ani linijki.

„Mariuszu – pisała Viola – Straszydła... to książka humorystyczna, ale na głębszym poziomie opowieść o rozczarowaniu ludźmi”. I prosiła, żebym zrobił coś dla rozpropagowania jej pierwszego wydania w Polsce[5].

Pisarz Ivan Klima zauważył, że w Straszydłach... pisarza – Karela Michala – doszły do głosu upiory, które nie odstępowały człowieka – Pavla Buksy.