Kiedyś pijany strzelił w drzwi kuchni, pomyślałam, że tym razem strzelił w sufit. Mówię: no jeszcze tego nam trzeba, najpierw drzwi, teraz sufit. Patrzę, leży przykryty kołdrą. Podnoszę ją i widzę: jest nieruchomy, a pod sercem ma wypalony ślad.
Viola przesuwa kieliszek, spod gazet na stole wyciąga tomik.
Na koniec liczy się kula
Na koniec liczy się niewypowiedziane słowo
Na koniec nic się nie składa
A mucha
której nie zabiłam przedwczoraj
lata tu i lata
– Zadzwoniłam po pogotowie i do przyjaciółki. Pavel jeszcze żył, przyjechali szybko, lekarz go spytał: panie Buksa, pan był nieszczęśliwy?
16. „Znamy smutek koni, smutek psów, który nie jest wywołany przyczyną zewnętrzną. Wierzę, że tego smutku doświadcza nawet dżdżownica, a jego miara odpowiada zdolności osądu potrzebnego jej do przetrwania. My, ludzie, staramy się go nazwać, ale w ten sposób nie możemy się go pozbyć. Jest niezniszczalny. Nie daje się oswoić. Nie trzeba mówić o nim codziennie, lecz można do niego przywyknąć, jeśli człowiek czasami wsłucha się w to, co smutek mówi.