18. – Wracając do tamtej nocy... Mnie zaczęła nieznośnie boleć głowa, ale musiałam jechać do komisariatu. Siedzę tam, śledczy mnie wypytuje, mówię o tych szlafrokach. Ten policjant nazywał się Holzman i to był człowiek z drewna. Prosiłam: nie macie jakiejś tabletki na ból głowy? Nie wytrzymam tego. On się uśmiechał i powtarzał: nie mamy. Podczas tego przesłuchania przychodził starszy pan. Chwilę słuchał i odchodził. Nagle ten pan zapytał: kiedy zobaczyła pani pistolet? Leżał na pierzynie, gdy ją podnosiłam, więc go odłożyłam. Bo musisz wiedzieć, że miałam na lewej ręce ślady prochu. Potem ten Holzman wiózł mnie do domu. Spytałam, czy wierzy w Boga. On, że wierzy. Powiedziałam mu: czuję okropny lęk, czytałam książkę o tym, że samobójcy trafiają do nieprzeniknionej ciemności. Do pustki, gdzie nic nie ma. To mnie przerażało, martwiłam się o niego. Psychiatra Ladewig powiedział mi kiedyś: w gruncie rzeczy Pavel jest pani dzieckiem.
Nie umiem mówić o poezji. Jedyne zdanie, jakie powtarzam, to, że człowiek się broni nawet poezją. Posłuchaj:
Nie mogę do ciebie
nie ma cię tu
Nie ma ani martwego
ani żywego
A w kuchni przy oknie
na stołku
przesiaduje pustka z opuszczonymi rękami
i pustym wzrokiem