Nie ma
Mariusz Szczygieł — Literatura faktu

i pije

To trwało cztery lata – do osiemdziesiątego ósmego! Ciągle byłam przerażona, co tam się z Pavlem dzieje. Aż z Josefem trafiliśmy do skromnego kościółka, w porównaniu z barokiem czy gotykiem to takie nic było. Ale tam pracowało dwóch księży, jeden starszy, który miał kulkę spod Stalingradu w głowie, i młody, który niezmiernie inteligentnie interpretował Stary i Nowy Testament, nawet później u niego się ochrzciłam. Josef był katolikiem niezwykle wykształconym, w niedzielę jak tylko po obiedzie wypiliśmy kawę, szliśmy z Ukšukiem na spacer i ciągle rozmawialiśmy o kazaniach tego młodego. Josef zaoszczędził mi mnóstwo pieniędzy na psychoterapię, bo wciąż wspominałam mu o tej ciemnej pustce. Pewnego razu mówię: Pavel w ogóle nie jest winny temu, że się zastrzelił, dlatego że wciągnął go wir choroby, z którego nie mógł się wydostać. I wybuchłam płaczem. Josef nachylił się nade mną, wziął mnie za nadgarstki, o tak, i powiedział: Violu, właśnie za takich ludzi umarł Chrystus. I od tego momentu przerażenie minęło. To było, jakby ktoś spłukał mi je wodą...

Jednak jeszcze czegoś spłukać nie mogę.

Podasz mi zapalniczkę?