Rozdział 1
Krew buzowała w żyłach. Mięśnie się napinały. W głowie zaczynało szumieć. Umysł zalewały wyobrażenia tego, co może się wydarzyć. Zawsze było tak samo. Zaspokojenie popędu stawało się ważniejsze od oddychania. Inaczej nie dało się funkcjonować.
O drzewo opierał się wysoki człowiek, stał tuż przed rozwidleniem dróg. Miał na sobie obszerną wojskową kurtkę, a twarz całkowicie skrył pod kapturem. Od bardzo wielu lat nie był w Tanowie. Przyjechał tutaj gnany popędem i spacerował po lesie, licząc na to, że nikogo nie spotka i zdoła się uspokoić.