Fala gorąca była niemal nokautująca. W całkowicie beznadziejnej próbie wybrałam numer Gracjana i przyłożyłam komórkę do ucha.
– Ogłuchłaś, do chuja?
Przyspieszyłam kroku, ale z jakiegoś powodu nie zaczęłam biec. Sama tego nie rozumiałam. Może mój umysł nie pojmował jeszcze, w jakim niebezpieczeństwie się znalazłam? Może paradoksalnie nie dopuszczałam tego do siebie?
Owszem, mogło to spotkać kogoś innego. W dzisiejszym świecie napaść na samotne kobiety w nocy niestety nie była czymś niespotykanym. Zawsze jednak wydawało mi się, że mnie to nie dotyczy. Mnie to nie dotknie.
Im głośniejsze kroki rozbrzmiewały za mną, tym bardziej docierało do mnie, co może za moment się wydarzyć.
– Mówię coś do ciebie!
Nie obróciłam się, jakby to miało sprawić, że wszystko się urealni.
– Już ja cię, suko, nauczę…
Przecięłam Górczewską niemal biegiem i znalazłam się na niewielkim skwerze przy Kossutha, porośniętym trawą i paroma kępami drzew. Do domu było pięć minut. Szybkim krokiem nawet mniej.
Tak niedaleko. Tak niewiele dzieliło mnie od bezpieczeństwa.
– Dosyć tego – rzucił idący za mną mężczyzna.
O Boże, nie ma szans, żeby zostawił mnie w spokoju.
To się działo naprawdę.