Zbliżył się, ale tylko o parę kroków. Nadal jednak zachowywał bezpieczną odległość.
– O tej porze różnie może być – powiedział.
– Wiem, wiem – zapewniłam. – Ale chłopak po mnie wyjdzie.
– To tym bardziej powinnaś się zgodzić.
– Dziękuję – odparłam. – Naprawdę nie ma potrzeby.
Jakimś cudem zdołałam wymusić beztroskę na twarzy, a potem od razu odwróciłam się i ruszyłam w stronę Czumy, w duchu zapewniając się, że to tylko kilkaset metrów i nic złego się nie zdarzy.
Mężczyzna jednak ruszył za mną.
– Będę trzymał dystans społeczny – oznajmił.
Obejrzałam się przez ramię i zorientowałam się, że przełknięcie śliny przychodzi mi z coraz większym trudem.
O ile w centrum mogłam liczyć na jakiś przypadkowy patrol policji lub dobrego samarytanina, o tyle tutaj nie było żywej duszy.
– No, chyba że chcesz, żebym się trochę zbliżył.
Potrzebowałam chwili, by upewnić się, że naprawdę to powiedział. Znów zrobiło mi się gorąco – i tym razem uczucie nie chciało ustąpić. Szybko wyjęłam komórkę z kieszeni.
– Hej, słyszysz?
Nie odpowiedziałam, przyspieszając kroku.
– No co jest, kurwa? – rzucił. – Nagle odechciało ci się gadać?