Mattias rozejrzał się. Znalazł rozwiązanie: na ziemi leżał haczyk. Widocznie odpadł z okna.
– Dobra, zaraz zobaczymy. – Mattias z niemal chirurgiczną precyzją wcisnął koniec haczyka w róg okna. Nic z tego. Okno ani drgnęło. – Kurde, musi się otworzyć!
Spróbował jeszcze raz. Trzymanie haczyka nad głową i jednoczesne podważanie okna kosztowało sporo wysiłku. Mattias sapał, wysunął koniec języka. W końcu udało mu się wcisnąć haczyk nieco głębiej.
– Będzie widać, że ktoś się włamał! – cicho perswadował Adam, ale Mattias jakby nie słyszał.
– Zaraz otworzę to cholerstwo!
Na czoło wystąpiły mu kropelki potu. Pchnął jeszcze mocniej i okno się otworzyło.
– Yes! – Zacisnął pięść w geście zwycięstwa i odwrócił się do Adama. – Pomóż mi wejść.
– Może znajdziemy jakąś drabinę albo co…
– A po co? Podsadź mnie, a potem cię wciągnę.