1
W pokoju przesłuchań nie było okien, tylko szare ściany, trzy krzesła i stół na środku. W pomieszczeniu było ciepło i parno.
Alexander Blix spędził setki godzin w różnych pokojach przesłuchań, ale nie tutaj, w Kripos1. I na pewno nigdy po tej stronie stołu.
Dotknął czoła. Bandaż. Szwy okropnie ciągnęły.
Myśl o Iselin sprawiła, że poczuł ostry ból promieniujący z przepony do klatki piersiowej. Jego śliczna córeczka. Jej przerażone spojrzenie, zastygłe w bezruchu ciało. Wszystko wydarzyło się tak szybko. Nie zdążył zebrać myśli.
Otworzyły się drzwi.
– Przepraszam, że musiałeś czekać – powiedział mężczyzna, który wszedł do pokoju. – Dużo się teraz dzieje.
Bjarne Brogeland miał prawie sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, był wysportowany, chociaż dobijał do pięćdziesiątki, przykładał dużą wagę do sposobu ubierania się i zachowania. Krótko ostrzyżony brunet. Świeżo ogolony, a przynajmniej tak to wyglądało z miejsca, w którym siedział Blix. Po pokoju rozszedł się zapach męskich perfum, od którego Blixowi zrobiło się niedobrze.