– Od jak dawna tam pracujesz?
– Od ośmiu lat.
– A w sumie ile lat przepracowałeś w policji?
– Dwadzieścia jeden lat i prawie siedem miesięcy.
Blix odpowiadał na pytania, nie odrywając wzroku od jednego punktu na podłodze. Było mu gorąco. Spocił się, ale nie wytarł twarzy.
– Timo Polmar – kontynuował Brogeland. – Kto to jest?
– To…
Blix ścisnął palce.
– Nie wiem.
– Nie wiesz?
– Nie.
– Ale… to jego zastrzeliłeś?
Blix wykrzywił twarz w grymasie. Te perfumy…
– Chyba tak. Ale nie mogę stwierdzić tego z całą pewnością.
– Dlaczego nie?
– Bo… nigdy wcześniej go nie widziałem. Dopiero dzisiaj. I nie sprawdziłem jego tożsamości po tym, jak…
Brogeland zmarszczył czoło i zanotował coś w papierach.
– Strzeliłeś do niego… cztery razy?
– Zgadza się.
– Dlaczego cztery?
– Dlatego, że…
Blix nabrał głęboko powietrza.
– Dlatego, że inaczej nie dało się go zatrzymać.
Starszy śledczy przyglądał mu się przez chwilę.
– Zrobiłem to, co uznałem za konieczne – dodał Blix. – W tamtym momencie użycie broni było zasadne. Oddałem cztery u z a sa d n i o n e strzały.
Brogeland nie skomentował jego słów.