Nieodnaleziona
Remigiusz Mróz — Literatura

Długo się jej przypatrywał, a potem spojrzał na mnie, jakbym był kryminalistą, a nie osobą szukającą zaginionej narzeczonej.

– Pił pan coś rano?

Pytanie było retoryczne. Miałem przyspieszony oddech, gabinet podkomisarza z pewnością wypełnił się gorzelniczym zapachem już moment po tym, jak zająłem miejsce przy biurku.

– A jakie to ma znaczenie? – rzuciłem.

– Żadne. To pańskie życie.

– Raczej jego namiastka – odparłem pod nosem, a potem wskazałem na wyświetlacz telefonu. – Bo tylko tyle z niego zostało po jej zniknięciu. Rozumie pan?

– Oczywiście, że…

– I widzi pan chyba, że to identyczna fotografia?

– To nie ulega wątpliwości.

– Więc skąd ta rezerwa?

Westchnął głęboko.

– To tylko zawodowa powściągliwość. Proszę zrozumieć, że trochę podobnych spraw już rozpracowywałem.

Milczałem, obawiając się, że w przeciwnym wypadku powiem coś, czego będę później żałować.

– Może pan polegać na moim doświadczeniu.

– Polegam – zadeklarowałem, chociaż na tym etapie nie miałem do niego już żadnego zaufania.

– W takim razie proszę zostawić to nam. Obiecuję panu, że zrobimy, co w naszej mocy, żeby wyjaśnić wszystkie okoliczności.

– Nie wątpię w to.