Długo się jej przypatrywał, a potem spojrzał na mnie, jakbym był kryminalistą, a nie osobą szukającą zaginionej narzeczonej.
– Pił pan coś rano?
Pytanie było retoryczne. Miałem przyspieszony oddech, gabinet podkomisarza z pewnością wypełnił się gorzelniczym zapachem już moment po tym, jak zająłem miejsce przy biurku.
– A jakie to ma znaczenie? – rzuciłem.
– Żadne. To pańskie życie.
– Raczej jego namiastka – odparłem pod nosem, a potem wskazałem na wyświetlacz telefonu. – Bo tylko tyle z niego zostało po jej zniknięciu. Rozumie pan?
– Oczywiście, że…
– I widzi pan chyba, że to identyczna fotografia?
– To nie ulega wątpliwości.
– Więc skąd ta rezerwa?
Westchnął głęboko.
– To tylko zawodowa powściągliwość. Proszę zrozumieć, że trochę podobnych spraw już rozpracowywałem.
Milczałem, obawiając się, że w przeciwnym wypadku powiem coś, czego będę później żałować.
– Może pan polegać na moim doświadczeniu.
– Polegam – zadeklarowałem, chociaż na tym etapie nie miałem do niego już żadnego zaufania.
– W takim razie proszę zostawić to nam. Obiecuję panu, że zrobimy, co w naszej mocy, żeby wyjaśnić wszystkie okoliczności.
– Nie wątpię w to.