Na przykład pewnego ranka trzydziestodziewięcioletnia jednostka ludzka wyszła z domu z pistoletem w ręku i okazał się to z jej strony – jeśli spojrzeć na to z perspektywy czasu – naprawdę niebywały idiotyzm. Jest to bowiem historia o wzięciu zakładników, choć nie taki wcale był zamiar. To znaczy, miała to być historia, ale nie o zakładnikach. Zgodnie z zamysłem miała opowiadać o napadzie na bank. Tak się jednak złożyło, że wszystko wzięło w łeb, jak to niekiedy bywa podczas napadu na bank. Tak więc ta trzydziestodziewięcioletnia jednostka uciekła, tyle tylko że nie miała wcale planu ucieczki, a z planami ucieczki jest dokładnie tak, jak to powtarzała mama tej niesubordynowanej jednostki, gdy jej małe dziecko zapominało wziąć z kuchni kostki lodu i plasterki cytryny, przez co musiało po nie biec z powrotem: „Jeśli nie ma się w głowie, trzeba mieć w nogach!”. (Należy wspomnieć, że matka owej jednostki, kiedy umarła, składała się do tego stopnia z ginu z tonikiem, że ze względu na ryzyko eksplozji nie odważono się jej skremować, ale przecież dobrych rad można udzielać mimo wszystko).