Niespokojni ludzie
Fredrik Backman — Literatura

Po napadzie na bank, z którego wyszły nici, przyjechała, rzecz jasna, policja, a wtedy nie pozostawało już nic innego, jak puścić się biegiem, ile sił w nogach, wypaść z banku na chodnik, przebiec przez ulicę i wlecieć prosto w pierwsze lepsze drzwi. Być może trudno zarzucić tej jednostce „idiotyzm” już za samo to, ale... no tak, rozumiecie. Nie wzbiła się przy tym na wyżyny intelektu. Drzwi prowadziły bowiem na klatkę schodową, skąd nie było żadnego innego wyjścia – chcąc nie chcąc, trzeba więc było biec pod górę.