Niezwyciężony
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Po­tem świa­teł­ka za­czę­ły mru­gać do sie­bie z pul­pi­tów ob­la­nych ró­żem da­le­kie­go słoń­ca, któ­re sta­ło w środ­ko­wym ekra­nie. Ta­śmy fer­ro­ma­gne­tycz­ne ru­szy­ły, pro­gra­my wpeł­za­ły po­wo­li do wnę­trza co­raz to no­wych apa­ra­tur, prze­łącz­ni­ki krze­sa­ły iskry i prąd wpły­wał w prze­wo­dy z bu­cze­niem, któ­re­go nikt nie sły­szał. Mo­to­ry elek­trycz­ne, prze­zwy­cię­ża­jąc opór od daw­na za­sty­głych sma­rów, ru­sza­ły i z ba­sów wcho­dzi­ły na wy­so­ki jęk. Ma­to­we szta­by kad­mu wy­su­wa­ły się z po­moc­ni­czych re­ak­to­rów, pom­py ma­gne­tycz­ne tło­czy­ły płyn­ny sód w wę­żow­ni­ce chło­dze­nia, bla­cha­mi ru­fo­wych po­kła­dów po­szło drże­nie, a za­ra­zem sła­by chro­bot we wnę­trzu ścian, jak gdy­by gra­so­wa­ły tam całe sta­da zwie­rzą­tek i stu­ka­ły pa­zur­ka­mi o me­tal, zdra­dził, że ru­cho­me spraw­dzia­ny sa­mo­na­praw­cze ru­szy­ły już w wie­lo­ki­lo­me­tro­wą wę­drów­kę, aby kon­tro­lo­wać każ­de spo­je­nie dźwi­ga­rów, szczel­ność ka­dłu­ba, ca­łość me­ta­lo­wych złącz. Cały sta­tek wy­peł­niał się szme­ra­mi, ru­chem, bu­dząc się, i tyl­ko jego za­ło­ga jesz­cze spa­ła.