Fallon
Zastanawiam się, jaki dźwięk wydałaby szklanka, gdybym roztrzaskała mu ją na łbie.
Szkło jest grube, a jego głowa twarda. Pewnie rozległoby się głośne, głuche i miłe dla ucha BUM!
Ciekawe, czy zacząłby krwawić. Na stole leżą serwetki, ale pewnie okazałyby się za cienkie, żeby wchłonąć całą krew.
– No dobra. Przyznaję, jestem w lekkim szoku, ale stało się – mówi.
Jego głos sprawia, że ściskam mocniej szklankę. Mam nadzieję, że pozostanie w mojej dłoni i nie wyląduje na jego głowie.
– Fallon? – Odchrząkuje, po czym pyta: – Chciałaś coś powiedzieć? – Stara się złagodzić ton głosu, ale dalej brzmi on ostro niczym sztylet.
Dźgam słomką kostkę lodu, wyobrażając sobie, że to jego głowa.
– Co mam ci powiedzieć? – mamroczę, bardziej przypominając w tej chwili smarkulę z podstawówki niż osiemnastolatkę. – Oczekujesz gratulacji?
Odchylam się do tyłu i krzyżuję ręce na piersiach. Kiedy patrzę na niego, zastanawiam się, czy smutek, który widzę w jego oczach, wynika z rzeczywistego rozczarowania mną czy to kolejna z jego aktorskich sztuczek. Usiadł przy stole zaledwie piętnaście minut temu, a już zdążył zamienić swoją stronę restauracyjnego boksu w scenę, a mnie w publiczność.