Bębni palcami o filiżankę z kawą, przypatrując mi się w milczeniu przez dłuższą chwilę.
Stuk, stuk, stuk.
Stuk, stuk, stuk.
Stuk, stuk, stuk.
Pewnie mu się wydaje, że w końcu ulegnę i powiem to, co chce usłyszeć. Zapomina, że przez ostatnie dwa lata nie było go w pobliżu i przestałam być grzeczną dziewczynką.
Widząc mój brak uznania dla jego aktorskiego kunsztu, wzdycha i opiera łokcie na blacie stołu.
– Myślałem, że się ucieszysz.
Kręcę głową.
– Że się ucieszę? – powtarzam.
On chyba żartuje.
Wzrusza ramionami i na jego smutnej twarzy pojawia się triumfalny uśmiech.
– Nie sądziłem, że znów zostanę tatą.
Wybucham śmiechem i patrzę na niego z niedowierzaniem.
– Zapłodnienie dwudziestoczterolatki nie czyni jeszcze nikogo ojcem – mówię z goryczą.