Przykłada serwetkę do ust i kaszle. A w każdym razie brzmi to jak kaszel. Nie sądzę, żeby zakrztusił się, słysząc tę wiadomość.
– Do Nowego Jorku? – charczy.
A potem… zaczyna się śmiać. Zupełnie jakbym opowiedziała dowcip. Spokojnie, Fallon, myślę sobie. Twój stary to dupek. Nic nowego.
– Co takiego? Czemu? Co takiego jest w Nowym Jorku? – zasypuje mnie pytaniami, jednocześnie oswajając się z tą myślą. – Tylko nie mów, że poznałaś kogoś przez internet.
Serce zaczyna mi szybciej bić. Może przynajmniej mógłby udawać, że mnie wspiera?
– Potrzebuję odmiany. Myślałam o przesłuchaniach na Broadwayu.