Ben poprawia się na miejscu. Świetnie pachnie. W każdym razie takie mam wrażenie. Minęło tak dużo czasu, odkąd ostatni raz siedziałam obok jakiegoś faceta, że ten zapach może być całkiem naturalny.
– Całe szczęście, że ma osiemnaście lat – odpowiada Ben. – Dzięki temu opinie rodziców na temat jej planów życiowych już i tak się nie liczą.
Wiem, że ze strony tego chłopaka to tylko gra, jednak nikt jeszcze z takim zaparciem nie stawał w mojej obronie. Z wrażenia zaczyna mi brakować powietrza. Głupie płuca.
– Nie tyle opinie, ile raczej stwierdzenie faktu – prostuje ojciec. – Działam w show-biznesie na tyle długo, żeby wiedzieć, kiedy powinno się zejść ze sceny.
Przeszywam go wzrokiem, a Ben ściska moje ramię.
– Zejść ze sceny? – powtarza. – Czy ja pana dobrze zrozumiałem? Właśnie stwierdził pan głośno, że pańska córka powinna się poddać?
Ojciec przewraca oczami, po czym krzyżuje ręce na piersiach i piorunuje go wzrokiem.
Chłopak naśladuje jego gest i przeszywa go równie wściekłym spojrzeniem.
Strasznie nieprzyjemna sytuacja. Ale zarazem niesamowita. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby mój ojciec tak się zachowywał. A także natychmiast kogoś tak znienawidził.