– Nie uzyska pan tak ostrych i wyraźnych zdjęć jak przy dziennym świetle, poza tym będą czarno-białe. Ale jeśli obiektyw nie zaparuje ani nic innego go nie zasłoni, to na pewno zobaczy pan swojego niedźwiedzia.
Stary tupnął w podłogę, próbując przyciągnąć uwagę Alfa. Wyglądało na to, że człowiek w samochodzie bierze głęboki wdech i nurkuje. Krótkie sztywne włosy zafalowały. Policzki się wydęły. Obiema rękami uderzył w boczną szybę, tę od strony kamery, ale znajdująca się wewnątrz samochodu woda pozbawiła cios mocy. Staruszek oparł ręce o podłokietniki, próbując podnieść się z fotela, ale mięśnie nie chciały wykonać polecenia. Zauważył, że środkowy palec jednej dłoni tego człowieka ma szary kolor. Mężczyzna przestał tłuc rękami w szybę i walnął w nią czołem. Jakby się poddawał. Złamała się jeszcze jedna gałąź, prąd szarpał autem, chcąc je uwolnić, ale sosna nie puszczała. Staruszek wpatrywał się w udręczoną twarz przyciśniętą od wewnątrz do szyby samochodu. Wychodzące z orbit niebieskie oczy. Blizna o barwie wątroby, ciągnąca się jak łuk od kącika ust do ucha. Staruszek dźwignął się z fotela i zrobił dwa chwiejne kroki w stronę półki z kamerami leśnymi.