Światło. Teraz stary to zobaczył. To był snop światła padającego pod prąd, z prawej strony. Przebiło się przez zieloną wodę, oświetliło sukienkę i przez pełen grozy moment przywiodło mu na myśl dziewczynę, która wreszcie przywrócona do życia tańczyła z radości.
– To przecież czyste science fiction!
Na widok statku kosmicznego, który pojawił się na ekranie, staruszek znów otworzył usta. Oświetlony od środka obiekt unosił się półtora metra nad dnem rzeki. Zderzył się z dużym głazem i powoli, jak na zwolnionym filmie, zaczął się obracać, a światło przednich reflektorów omiotło dno rzeki i padając na obiektyw kamery, na moment oślepiło starego. Zaraz jednak grube gałęzie sosny pochwyciły unoszący się w wodzie pojazd, całkiem go zatrzymując. Stary poczuł, jak wali mu serce. To był samochód. Z zapalonym światłem w środku. Wnętrze niemal po sam dach wypełniała woda. W kabinie ktoś był. Człowiek, który pół siedział, pół stał na siedzeniu kierowcy, rozpaczliwie przyciskając głowę do sufitu, ewidentnie po to, żeby złapać powietrze. Jeden z przegniłych konarów przytrzymujących auto złamał się i popłynął z prądem.