– Co pan ogląda? – usłyszał głos dobiegający zza fotela, na którym siedział. Przezwyciężając ból mięśni, obrócił głowę i podniósł wzrok. Stwierdził, że to nowy klient. Staruszek miał znacznie gorszą pamięć niż dawniej, ale nigdy nie zapominał twarzy, która choć raz pojawiła się w sklepie Sprzęt Myśliwski i Wędkarski Simensena. Ten klient nie przyszedł tu po broń ani po amunicję. Przy odrobinie wprawy dawało się poznać po oczach, kto jest przeżuwaczem należącym do tej części ludzkości, u której przepadł instynkt zabijania i która nie dzieli z drugą jej częścią tajemnicy, że nic nie pozwala mężczyźnie bardziej intensywnie odczuć, że żyje, niż wpakowanie kuli w wielkie, ciepłe zwierzę. Staruszek przypuszczał raczej, że klient przyszedł po błystkę albo którąś z wędek wiszących na regałach pod i nad wielkim telewizorem umocowanym na ścianie tuż przed nim, ewentualnie po kamerę leśną do obserwacji dzikich zwierząt. Tego rodzaju sprzęt znajdował się w drugiej części sklepu.