Skręciła w wąską uliczkę przy Wiśniowej, wjechała na chodnik i zatrzymała się. Wysiadła z auta i przymknęła cicho drzwi. Na zewnątrz było zimno, ale w jej ciele krążyła adrenalina. Serce tłukło się w klatce piersiowej. Minęła bramkę, która nie była zamknięta, i podeszła do drzwi. Odwróciła się. W okolicznych domach nie paliły się żadne światła, dochodziła druga w nocy. Zerknęła na samochód – stał krzywo, zajmował w zasadzie cały chodnik i zupełnie zastawiał wyjazd. Spojrzała z powrotem na drzwi. Wyciągnęła z kieszeni rękawiczkę i zawahała się. Przyjeżdżając tutaj, podjęła decyzję szybko, impulsywnie. Kierowała się jedynie sercem, żaden trzeźwo myślący człowiek nie zrobiłby tego co ona. Odetchnęła głęboko i powoli wypuściła powietrze, po czym delikatnie pchnęła drzwi i weszła do środka. Teraz nie było już odwrotu. Nie mogła się wycofać.
– Krystian!
We wnętrzu było przeraźliwie cicho. Poczuła zapach, którego nie potrafiła do niczego porównać, ale bez problemu określiła go w myślach jako odór śmierci. Skierowała się w stronę schodów. Stawiała powoli krok za krokiem, a z każdym pokonanym stopniem zapach stawał się coraz silniejszy. Jej żołądek zacisnął się w supeł.
– Krystian!