– I dlaczego miałby pan o tym rozmawiać z nami obojgiem? Ten tu obecny obok sprawca będzie jakoś w nim partycypował? Ulży mi jakoś w tym całym procesie? A może weźmie na siebie tę jakże przyjemną operację przepchnięcia łba istoty ludzkiej przez otwór, który…
– Właściwie to współsprawca – zauważył Kordian.
– Co?
– Stosujmy poprawne formy zjawiskowe czynu.
Joanna zastanawiała się, czy podjąć rękawicę, tylko przez moment.
– Sprawstwo kierownicze, Zordon – odparła. – Minimum.
– W takim razie tobie można przypisać polecające.
– Na podstawie zależności? Nie ma mowy, sam wybierałeś pozycję, w której…
– Przepraszam, że przerwę – wtrącił ginekolog. – Ale właśnie sam aspekt, jak pani to ujęła, przepychania łba istoty ludzkiej przez pani otwór miałem na myśli.
Joanna zmarszczyła brwi, co poprzednich lekarzy napełniało pewną obawą. Ten jednak był tak spokojny, że Chyłka zaczynała podejrzewać, iż zaczyna dzień od mikstury z relanium, melisy i lecytyny.
– W moim przekonaniu powinniśmy rozważyć rezygnację z porodu siłami natury – oznajmił.
– Już o tym gadaliśmy.
– Mimo wszystko…
– I ustaliliśmy w toku tej gadaniny jedną kluczową rzecz.
– Jaką?
– Że robisz pan z dupy kościotrupy.
– Słucham?