Mariusz leniwie się uśmiechnął. Właściwie wszystko robił jakby bez energii, na luzie, przywodząc Joannie na myśl leniwca z jakichś bajek, które niegdyś namiętnie oglądała Daria. Może dlatego właśnie jego wybrała jako czwartego lekarza do prowadzenia ciąży.
– Nasza umowa jest klarowna – zapewnił Grabowski. – W przypadku, gdyby było jakieś zagrożenie, bezzwłocznie bym państwa poinformował.
Kordian odetchnął.
– Czyli zawodnik sumo się nie urodzi – skomentował.
– Nie.
– Ale ludzik Michelin pewnie tak – zauważyła pod nosem Joanna, po czym przytrzymała spojrzenie męża. – I co to znaczy, że „się urodzi”, Zordon?
– Cóż…
– Sam się, kurwa, weźmie i wypluje na świat?
Otworzył usta, chcąc sformułować jakąś ripostę, która jeszcze w poprzednim trymestrze pewnie automatycznie przeszłaby mu przez gardło. Teraz jednak całkiem roztropnie z niej zrezygnował.
– O właśnie – włączył się Mariusz. – Na ten temat również chciałbym z państwem porozmawiać.
– Na jaki? – rzuciła Chyłka.
– Formy zakończenia porodu.