Słyszał piąte przez dziesiąte z tego, co mówili do Boersta, a Boerst wyciągnięty jak struna odpowiadał szybko, tak szybko, że Pirx nic nie zrozumiał. Potem podeszli do niego, a kiedy Szef zaczął mówić, Pirxowi naraz przypomniało się, że miało ich dziś lecieć przecież trzech, a nie dwóch, gdzież więc podział się ten trzeci? Na szczęście usłyszał słowa Szefa i w ostatniej chwili zdążył wypalić:
– Kadet Pirx gotów do odbycia lotu.
– M… tak – powiedział Szef. – I kadet Pirx oświadcza, że jest zdrów na ciele i umyśle – ehem – w granicach swoich możliwości?
Szef lubił doczepiać takie kwiatuszki do stereotypowych pytań i mógł sobie na to pozwolić, bo był Szefem.
Pirx powiedział, że jest zdrów.
– Na okres trwania lotu mianuję kadeta pilotem – wypowiedział Szef sakramentalną formułę i ciągnął: