Opowieści o pilocie Pirxie
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Te­raz na­le­ża­ło zła­pać sy­gna­ły ra­dio­we PAL-a i uwa­żać przy przej­ściu jego stre­fy na ra­da­ry. Jak się na­zy­wa­ją te dwa stat­ki? RO? Nie, JO – a nu­me­ry? Zaj­rzał do kar­ty z za­da­niem, we­tknął ją ra­zem z książ­ką na­wi­ga­cyj­ną do kie­sze­ni i po­ru­szył re­gu­la­to­rem kon­tro­l­ki na pier­si. Było sły­chać masę pi­sków i trza­sków, PAL – jaki on ma sy­gnał? Mor­se – aha – na­tę­żał słuch, za­glą­dał w ekra­ny, Zie­mia po­wo­li ob­ra­ca­ła się pod nim, gwiaz­dy prze­su­wa­ły szyb­ko w ekra­nach, a PAL-a jak nie było, tak nie było sły­chać ani wi­dać.

Na­raz po­sły­szał brzę­cze­nie.

PAL? – po­my­ślał i od­rzu­cił na­tych­miast tę myśl. – Idio­tyzm, sa­te­li­ty nie brzę­czą prze­cież – co brzę­czy?

– Nic nie brzę­czy – od­po­wie­dział sam so­bie. – Więc co to jest? Awa­ria?

Ja­koś wca­le się nie prze­stra­szył. Co za awa­ria, kie­dy leci z wy­łą­czo­nym sil­ni­kiem? Pusz­ka roz­sy­pu­je się sama od sie­bie – czy co? Może zwar­cie? A, zwar­cie! Ko­cha­ny Boże! In­struk­cja prze­ciw­po­ża­ro­wa IIIA: „Po­żar w Prze­strze­ni na Or­bi­cie” – pa­ra­graf – niech to szlag tra­fi! – brzę­cza­ło i brzę­cza­ło, le­d­wo sły­szał po­pi­ski­wa­nie da­le­kich sy­gna­łów.