Ciążenie znikło, ale był przypięty do fotela, jak się patrzy – tyle że czuł się bardzo lekki. Ekran przedni – gwiazdy, i białawobury rąbek na samym dolnym skraju, ekran boczny – nic, tylko czarno i gwiazdy. Ekran spodni – aha! Z uwagą przyglądał się Ziemi – pędził nad nią na wysokości od 700 do 2400 km, w granicach swojej orbity – była olbrzymia, wypełniała cały ekran, akurat leciał nad Grenlandią – Grenlandią chyba? – zanim doszedł do tego, co to jest, był już nad północną Kanadą. Dookoła bieguna jarzyły się śniegi – ocean był czarnofioletowy, wypukły, gładki, jak odlany z żelaza, chmur dziwnie mało, jakby ktoś rzadką papkę rozchlapał tu i ówdzie na wypukłości – zerknął na zegar.
Leciał już siedemnaście minut.