Oskarżenie
Remigiusz Mróz — Literatura

Popękana szybka utrudniała wybranie numeru i Chyłka uświadomiła sobie, że po raz pierwszy, od kiedy wyszła ze szpitala, staje przed takim problemem. Dotychczas obsługa telefonu wiązała się jedynie z odrzucaniem połączeń lub wyciszaniem dzwonków.

Przypuszczała, że kobieta o tej porze nie odbierze. Stało się jednak inaczej, zupełnie jakby Łucja Tesarewicz czekała z komórką w dłoni.

– Tak? – rozległ się głos w słuchawce.

– Wspomina pani każdą swoją kretyńską decyzję, czy jak?

Joannie odpowiedziało milczenie.

– Halo? – upomniała się o uwagę Chyłka.

– Tak, jestem… tylko nie bardzo rozumiem, co pani…

– Ja zazwyczaj tak spędzam te noce, kiedy nie mam spania. Mówię swojemu mózgowi: czas się wyciszyć i wyłączyć, a on odpowiada mi: hola señora, przeanalizuj najpierw każde potknięcie, które w życiu zaliczyłaś.

– Ależ… – Łucja na moment urwała i nabrała tchu. – Kim pani jest?

– Dla jednych zbawieniem, dla innych przekleństwem.

Rozmówczyni znów zamilkła.

– Joanna Chyłka.

Mechanicznie chciała dodać „z kancelarii Żelazny & McVay”, ale coś ją powstrzymało. Być może fakt, że sama nie wiedziała, czy nadal powinna wymachiwać tym sztandarem.

– Jezus Maria…

– Nie, naprawdę Chyłka.

– Nie liczyłam, że pani zadzwoni.