– Gdyby pani nie liczyła, nie wysłałaby pani listu.
Łucja nie odpowiadała, zbita z tropu bezpośredniością. Po tylu latach w zawodzie Joannę nadal zaskakiwało, jak konsternująca dla klientów potrafi być zwykła logika.
– Usiłowałam wcześniej skontaktować się z panią przez kancelarię.
– Mhm.
– Ale powiedziano mi, że przebywa pani na zwolnieniu. I nie wiadomo, kiedy pani wróci do pracy.
Właściwie ani Żelazny, ani McVay nie mogli być pewni, że stanie się to kiedykolwiek. Słusznie jednak zachowywali to dla siebie.
– Więc wpadła pani na to, żeby skaperować mnie mimo tego, że nie pracuję.
– Owszem, ponieważ…
– Co panią do tego popchnęło? W tym wieku już chyba pani nie pije, o marihuanie raczej wie pani tylko tyle, że to jakiś susz, którego minister zdrowia nie chce hodować. A o ile mnie pamięć nie myli, podczas procesu męża nikt nie stwierdził, żeby była pani niepoczytalna.
Rozmówczyni głośno przełknęła ślinę, a Joanna stwierdziła w duchu, że kilkutygodniowa izolacja od ludzi wyszła jej na dobre. Dzięki temu nie była wobec nich tak opryskliwa jak zwykle.
– No? – dodała. – Co pani strzeliło do głowy?
– Cóż…
– Musiała pani wiedzieć, że nie wezmę teraz żadnej sprawy.
– Nie wiedziałam.