Ów okrzyk: nieobecny! wydarł nieoczekiwanie z mojej niepamięci, że jego autor nazywał się nie Ablewski, lecz Rablewski, a więc nawet nie na literę A. Także na imię nie miał Wojciech, tylko Marek. A nazwisko Ablewski nic mi i tym razem nie powiedziało. Podobnie Arctowski Ksawery, Albinos Jan. Między Arctowskim a Albinosem, widzę, wpisałem jeszcze maczkiem Kozerską Agatę. Litera A nie jest najbogatsza w alfabecie, więc są jeszcze dwa nazwiska zaczynające się od innych liter, na szczęście wiem kto to. Natomiast nic mi nie mówi Kozerska Agata. Czy to nie jakaś przygodna, jednorazowa znajomość? Ale może z nadzieją na dalszy ciąg, bo przecież bym jej nie zapisał. Tylko kiedy to było, gdzie? Nawet jak wyglądała, nie umiem sobie przypomnieć. Blondynka? Chyba mylę ją z inną. Brunetka. Możliwe, lecz nie dałbym głowy. Musiałyby mi się przypomnieć przynajmniej jakieś szczegóły jej postaci, twarzy, a nic się nie chce przypomnieć. Wysoka, niska, szczupła? Jakby postanowiła na zawsze zniknąć z mojej pamięci. I trudno jej się dziwić, bo z pewnością nigdy się do niej już nie odezwałem.