Nie mogę sobie jednak wyrzucać, że nie pamiętam, z jakiego powodu wówczas nie zadzwoniłem. Gdybym teraz się na to zdobył, nie miałbym przecież pewności, czy to ona, czy nie pomyliłem jej z inną. Być może gdzieś tam w zakamarkach pamięci kryje się jakiś jej ślad. Tylko jak do niego dotrzeć? Gdyby przypomniało mi się chociażby zdarzenie, dzięki któremu się poznaliśmy. Czy niechby jakiś banalny, mało istotny szczegół. Powiedzmy, czy uśmiechnęła się, czy zachowała się obojętnie, gdy podawała mi rękę na powitanie, rzucając półszeptem imię, nazwisko. Lecz czy ta jej obojętność nie powiedziała mi więcej, niżby powiedział jej uśmiech? Czy dłużej pozwoliła przytrzymać swoją rękę w mojej, gdy ją w tę rękę całowałem? Czy na tej ręce miała pierścionek, jeden, dwa? Czy palce miała długie, paznokcie karminowe, bo takie paznokcie musiałyby zwrócić moją uwagę? Czy ciepło jej dłoni było cieplejsze niż mojej? Przywiązywałem i przywiązuję wagę do najbardziej niepozornych szczegółów. W nich się kryje o wiele więcej, niż można by sądzić.