Przyświeca mi również za każdą podejmowaną próbą i taka nadzieja, że jeśli uda mi się przebrnąć przez tę pierwszą literę, znajdę sposób i na następne i będzie mniej nachodziło mnie wątpliwości, kogo zostawić, a kogo wyrzucić. Tej nadziei nie pozbawia mnie nawet to, że już sama litera A jakby dawała mi do zrozumienia, że porządek alfabetu jest umowny, kolejność liter w nim przypadkowa, jednej z drugą nic nie wiąże, tak że można by je dowolnie poprzestawiać, a nic by się nie zmieniło. Mógłbym zacząć od ostatniej czy od którejś ze środka lub bliższej początkowi czy końcowi, a niektóre nawet sobie darować, bo kto wie, czy w ogóle nie za dużo tych liter jak na jedno jakieś tam życie. No, tak, tylko jak inaczej uporządkować pamięć, której nie mogę przecież ufać, znając jej naturę. Jedynie ktoś, kto darzy się miłością własną, mógłby powierzać pamięci swoje życie. A nic innego nie mam, co by nią pokierowało prócz tego notesu.