PROLOG
Ekran komputera się rozjaśnił i pojawiły się na nim słowa: CIESZ SIĘ. TO TWÓJ DZIEŃ OSTATNI. Jednocześnie rozległy się ponure pierwsze dźwięki Chopinowskiego Marsza żałobnego.
Cytaty powitalne algorytm wybierał losowo z dzieł filozofów pesymistów, utwór Chopina odtwarzał zawsze.
Na powitanie nie wyświetlały się ośnieżone góry, dzikie orchidee, szumiący ocean ani pofałdowane piaski pustyni. Z tła wyłaniały się po prostu nieco ciemniejsze niż ekran foldery.
Kursor przemknął pomiędzy nimi slalomem i zatrzymał się na tym zatytułowanym „Gangrena”. Po kliknięciu w niego otworzyły się kolejne podfoldery: „Mokry sponsoring”, „Zeznanie zboczeńca”, „Strzykawka z mlekiem”, „Kuta na cztery nogi”.
Kolejne kliknięcie i pole „Pokaż ukryte pliki i foldery” zaciemniło się i zostało aktywowane. Ekran zapełnił się zdjęciami i różnymi dokumentami. Wszystkie te pliki miały nazwy składające się z dat i liczby porządkowej; tylko jeden zatytułowany był banalnie: „tekst”.
Po otwarciu rozwinął się jako biały pusty prostokąt. Ani jednego słowa.
Kursor migał przez długą chwilę. A potem – wraz z cichym stukotem klawiszy – zaczęły pojawiać się wyrazy i zdania.