Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa
Kamil Janicki — Historyczne

Już starożytni Rzymianie twierdzili, że każdy niewolnik to mówiące narzędzie, instrumentum vocale. Rozmiłowani w łacinie Polacy nie silili się na równie subtelne terminy. O chłopach woleli pisać: mancipia. Słowo oznaczało wprost niewolników, ale przede wszystkim niewolników jako obiekty sprzedaży – a więc raczej rzeczy niż ludzi[13].

Nad Wisłą poczucie, że wieśniak to część inwentarza, było powszechne. Nawet nieliczni autorzy podręczników rolnictwa, opowiadający się za nie w pełni tyrańskim obchodzeniem się z chłopami, podkreślali ich tylko pozornie ludzki charakter. Historyczka literatury Joanna Partyka, komentująca dzieła popularnego agronoma Jakuba Kazimierza Haura, stwierdziła, że czytając jego wynurzenia: „trudno oprzeć się wrażeniu, że [w opinii autora] poddanych traktować należało po prostu jak narzędzia, które, zaniedbane, psują się, obniżając efektywność pracy”[14].

Niewolnicy. Bydło. Psy. Chodzące rzeczy. Tak myślano, mówiono i pisano w Rzeczpospolitej nie o jakimś drobnym wycinku ludności, o pogardzanym marginesie, ale o najliczniejszej i najważniejszej części społeczeństwa.