Przewracam oczami, ale kiedy tylko dostrzegam nazwę, pod jaką się zapisał, rozbawiona parskam pod nosem. Kotek. Boże… Mijając ludzi, szczerzę się jak ostatni przygłup do telefonu, ale nic nie mogę poradzić, rozłożył mnie tym na łopatki. Naprawdę nie wiem, co jest ze mną nie tak. Zamiast się szczerzyć, powinnam być przerażona, uciekać, myśleć, co zrobić, żeby tylko się z tego wykręcić, ale coś w moim wnętrzu ciągnie mnie do owego niegrzecznego chłopca, zresztą jak przez całe życie. Pod tym względem jestem do granic możliwości popaprana. Wzdycham ciężko. Dobra, może byłoby miło, ale też zdaję sobie sprawę, że to nie może się wydarzyć. Tak, Bruno jest nieziemsko przystojny, ale do tego z pewnością niebezpieczny. Obiecałam sobie już dawno temu, że kończę z takimi mężczyznami, choćby nie wiem jak mnie kręcili, i tego postanowienia muszę bezwzględnie się trzymać.
Z takimi wnioskami i telefonem w dłoni pokonuję kolejne metry, aż w końcu docieram na postój taksówek.