– Mówisz do mnie „kotku”, a chcesz się żegnać uściśnięciem dłoni? – W formie pytania jego brwi wędrują w górę. – Liczyłem na coś bardziej wyszukanego.
– To się przeliczyłeś – odburkuję sucho, co go wyraźnie rozbawia. – Na razie – rzucam i już w następnej chwili, nawet się nie obracając, wychodzę na zewnątrz.
Skinieniem głowy żegnam się z dwoma ochroniarzami i szybkim krokiem kieruję w stronę postoju taksówek. Rozkoszuję się ostatnimi promieniami słońca na swojej twarzy, przemierzając kolejne metry. Gdy tylko po mojej dłoni rozchodzi się wibracja nadchodzącego SMS-a, pośpiesznie go odczytuję:
Już nie mogę się doczekać naszej współpracy. Twój kotek.