1Śródmieście Północne, Warszawa
Dziennikarka Patrycja Dobska miała serce gołębia i krok nosorożca. Chadzała głośno i powoli, jakby próbowała powiedzieć wszystkim wokół, że to oni powinni się jej bać, nie odwrotnie.
Nigdy jednak nie szła po trupach. Składała się z wielkich ambicji, ale także braku determinacji, by realizować je za wszelką cenę. Sprawiało to, że nie nadawała się do mediów, eliminowało ją bowiem z dzikiego, bezwzględnego wyścigu po najbardziej eksponowane stołki w NSI. Sądziła, że spędzi całe życie najwyżej jako reporterka, relacjonując stłuczki na Marszałkowskiej, protesty na Krakowskim Przedmieściu i pochody na rondzie Dmowskiego.
Niegotowa była wyszukać brudów na koleżankę prowadzącą wieczorne Wieści, nie miała w zwyczaju nagrywać pijanych kolegów, których ręce podczas imprez służbowych zaczynały żyć własnym, frywolnym życiem. Chciała uprawiać dziennikarstwo, opowiadać ludzkie historie, być prawdziwym pazurem czwartej władzy. Nie zamierzała jednak łamać sobie przy tym kręgosłupa moralnego.
W końcu jej się powiodło. Zasłużyła na to ciężką pracą, licznymi poświęceniami i latami zwykłej reporterskiej orki, rzadko docenianej przez przełożonych i tylko czasem przez widzów.