Im więcej takich rzeczy zauważałam, tym konkretniejszych kształtów nabierał mój plan: skoro odniosłam wiekopomny sukces, wyrzucając ze swego życia Kathrin, to o ileż cudowniejsze stałoby się to moje życie, gdybym skreśliła z niego wszystko, czego tak naprawdę nie znoszę?
Gdybym na przykład powiedziała kolegom z pracy: „Dzięki, ale nie mam ochoty iść po robocie na drinka. Nie, nie tylko dzisiaj – w ogóle”. Byłoby to o wiele lepsze niż ciągłe wymyślanie jakichś wydumanych wymówek, tym bardziej że potem muszę uważać, by przypadkiem się nie wygadać, gdy ktoś zapyta:
– Co u siostry? Lepiej się czuje?
– U siostry? Ja nie mam siostry!
Bez sensu.
– Rozumiesz, o co mi chodzi? – spytałam L., gdy tego samego wieczora kroił w kostkę warzywa.
– Hmmm, tak – mruknął. – Tylko że... ten plan nie zakłada, że zamienisz się w bezwzględną egoistkę, co?