To zadziwiające, że zdążyła pomyśleć o tylu rzeczach. Nie miała odwagi otworzyć oczu, wolała nie patrzeć. W ciemności pod powiekami zaczęły tańczyć kropeczki podobne do spadających szybko gwiazd.
Nie chciała umierać, chciała krzyczeć, drapać, walić, żeby się wyswobodzić, jednak ciało nie było jej posłuszne. Nachodziły ją i zaraz odchodziły dziwne myśli. Irracjonalne. Że już nigdy nie kupi sobie nowych butów Buffalo. Już nigdy nie pożegluje. Nie dowie się, co było dalej w „Beverly Hills”. Ważne myśli przemykały równie szybko jak nieważne. Nigdy nie wyjdzie za mąż. Nie będzie miała dzieci. Nie poczuje wolności, jaką daje wprowadzenie się do własnego mieszkania.
Ciemność otaczała ją coraz ciaśniej. Coraz mniej było myśli. Pod powiekami czuła pieczenie, jak od płaczu, ale łzy nie popłynęły. Rozpaczliwie próbowała zrozumieć, zmusić mózg do uświadomienia sobie, co się dzieje. Nic z tego. Nie mogła złapać powietrza. Przez chwilę jakby ręce jej posłuchały, więc próbowała odsunąć od siebie to, co rzuciło ją prosto w ciemność. Okazało się to niemożliwe. Ciało znów przestało jej słuchać.